Niewolnicy

Jak łagodzić jeden z najdrastyczniejszych w historii konfliktów – konflikt interesów pokoleń, starcie młodzi – starzy?

Błażej Lenkowski, "W PUNKT" NR 3

Błażej Lenkowski. Fot. archiwum prywatne

Spór Miłady Jędrysik i Rafała Hetmana wydaje mi się dyskusją pozorną, która odbywa się w świecie idei oderwanym od realnego stanu państwa i długofalowych perspektyw przeciętnego obywatela. Jest powielaniem dwóch rodzajów klisz, które nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. Smutną prawdą jest bowiem to, że niezależnie od tego, czy jesteśmy indywidualistami czy etatystami, staliśmy się de facto niewolnikami systemu zaprojektowanego niegdyś przez Bismarcka oraz niewolnikami długów, które bezrefleksyjnie generuje pokolenie naszych rodziców. Zobowiązań, które dziś poprzez likwidację OFE pogłębia rząd Donalda Tuska. W dodatku mówimy o systemie, który prawdopodobnie w czasie życia dzisiejszych 30- i 20-latków ulegnie całkowitej degradacji, będąc jednocześnie ogromnym obciążeniem dla rozwoju państwa i stopy życiowej obywateli.

Miłada Jędrysik swoim tekstem „Rzeczy wspólne” zapisuje się faktycznie do modnego ostatnio chóru powtarzającego do znudzenia tezę, że żyjemy w państwie neoliberalnym. To klasyczne pomylenie retoryki elity dominującej w latach 90. z rzeczywistością. Zadziwia, jak wiele osób w naszym kraju w to uwierzyło. W Polsce – mimo prawdziwej chęci wielu ośrodków opiniotwórczych, polityków czy naukowców, którzy zdominowali dyskurs publiczny po roku 1989, i woli pewnej części społeczeństwa – nie zbudowano ograniczonego, sprawnego, liberalnego państwa minimum. Świadczy to zapewne o zasadniczej nieudolności ówczesnej elity, ale nie zmienia rzeczywistości. Możemy dyskutować o tym, czy to dobrze czy źle. Moim zdaniem tęsknota młodych za „postawieniem na swoim” to pozytywny znak i wielka szansa dla naszego kraju. Ale liczą się fakty:

Opodatkowanie pracy w Polsce sięga poziomu blisko 50 proc.

Stawka VAT w Polsce to 23 proc. Tylko siedem krajów z Unii miało podatek większy lub równy naszemu w roku 2012.

Jednoosobowe firmy (a więc w większości albo te najbiedniejsze, albo projekty młodych przedsiębiorczych jednostek, na których powinien opierać się rozwój gospodarczy) muszą co miesiąc płacić ponad tysiąc zł ZUS-u niezależnie od uzyskiwanego przychodu.

Forum Obywatelskiego Rozwoju wyliczyło, że w roku 2011 polski sektor publiczny zatrudniał blisko 3,5 mln osób, co stanowiło ponad 21,6 proc. ogólnej liczby pracujących. Dla porównania w państwach, które wcale nie uchodzą za neoliberalny raj, czyli w Niemczech i Hiszpanii procent ten wynosił odpowiednio: 14,8 oraz 16,7. Podkreślam, że dla wielu Niemcy to modelowy przykład społecznej gospodarki rynkowej.

Dziś dodatkową aktywność państwa wymusza specyficzna konstrukcja funduszy unijnych. Zmuszają państwo i samorząd do partycypowania w kosztach ogromnych inwestycji publicznych. Z jednej strony to unikalna szansa na zbudowanie autostrad, filharmonii czy aren sportowych, z drugiej takie rozwiązanie generuje dług publiczny i nasila zjawisko ingerencji państwa w gospodarkę rynkową. Trudno winić za to naszych decydentów – stoją w obliczu politycznej konieczności. Nasz cywilizacyjny wybór wstąpienia do Unii oznaczał obok wielu korzyści właśnie wzrost ingerencji państwa w gospodarkę.

Czy to dziwne, że wielu młodych chce państwa o innym kształcie? Nie tak wielkiego, zbiurokratyzowanego i wymagającego? Nie rozumiem potrzeby tworzenia nierzeczywistych tez i nazywania naszego państwa neoliberalnym, co jest sprzeczne z faktami. Warto dyskutować o realnych problemach, czyli na przykład o tym, co zrobić, aby Polska uniknęła scenariusza hiszpańskiego za lat dziesięć, po zakręceniu kurka ze środkami unijnymi.

Pobierz cały numer

Nie oznacza to jednak, że rację przyznaję Rafałowi Hetmanowi, mimo że w pierwszym odruchu jego pogląd wydaje mi się bliski i podziela go wielu moich rówieśników. Niestety retoryka Hetmana w kontekście długofalowego myślenia o państwie i społeczeństwie, bez którego trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie jednostek, jest moim zdaniem zbyt nieodpowiedzialna, nastawiona tylko na siebie. Hetman myli niewypowiedziany wprost liberalizm z egoizmem, a może nie rozumie pewnych konsekwencji społecznych. Umowy cywilnoprawne powinny być legalne i niezwykle irytuje mnie nazywanie ich śmieciowymi. Dla osób wykonujących specyficzne zawody są często jedyną formułą współpracy z różnorodnymi firmami i utrzymania się na powierzchni. Bez nich głębokie problemy przeżywałby na przykład cały sektor NGO czy kultury. Umowy te jednocześnie są dla wielu młodych, rozpoczynających życie zawodowe osób jedyną szansą na start i zdobycie doświadczenia. Alternatywą jest bezrobocie. Sposób myślenia a la Rafał Hetman o ZUS świetnie podsumował prof. Marek Góra: „Jeśli ja przepuszczę wszystkie moje pieniądze, będę biednym staruszkiem i zmuszę za pomocą presji wyborczej kogoś innego, kto oszczędzał, aby podzielił się ze mną tym, co z trudem zgromadził, to jest to głęboko niewłaściwe i niemoralne” (czytaj więcej). Niestety duża część społeczeństwa nie jest zdolna do samodzielnego oszczędzania. Tak samo z resztą zachowuje się Rafał Hetman, oświadczając że mimo swoich 30 lat w zasadzie nie odkłada, stając się (być może nieświadomie) potencjalnym kandydatem do wywierania w przyszłości presji wyborczej, o której mówił Marek Góra. Dlatego w interesie stabilności społecznej w demokratycznym państwie opłaca się nam system emerytalny, który zapewnia ludziom faktycznie już niezdolnym do pracy chociażby minimalną emeryturę. Dla mnie jest to również kwestia moralna.

Niestety w tym punkcie dochodzimy do sedna problemu, którego nie rozwiązuje ani ideologiczny socjalizm, ani skrajny, indywidualistyczny liberalizm. Rzeczywistość, czyli odwrócenie piramidy demograficznej zarówno w Polsce, jak i w większości krajów Zachodu, sprawia, że systemy emerytalne powoli zaczynają bankrutować. Dzieje się to również w Polsce, niezależnie od tego, że nie jesteśmy neoliberalnym rajem, ale krajem etatystycznym z wysokimi podatkami i rozbudowaną rolą państwa. Po prostu liczba osób będących na emeryturze w stosunku do tych, które pracują i płacą na emerytury, stale rośnie. Rodzi się coraz mniej dzieci, a coraz dłużej żyjemy. W efekcie trzeba sięgać najpierw po logiczne rozwiązania, jak likwidacja przywilejów przedemerytalnych, przywilejów służb mundurowych czy wydłużanie okresu aktywności zawodowej, tak aby ludzie przechodzili na emeryturę dopiero wtedy, kiedy naprawdę nie są zdolni do pracy. Polski rząd część z tych postulatów szczęśliwie wprowadził w życie, a w przyszłości trzeba będzie te zmiany nieuchronnie dokończyć. Jednak wielu ekonomistów twierdzi, że biorąc pod uwagę skalę problemu, to nie wystarczy. Emerytury w przyszłości będą coraz niższe, a składki emerytalne proporcjonalnie coraz wyższe. System uczyni moje pokolenie niewolnikami, którzy będą musieli płacić coraz więcej, a otrzymają na emeryturze naprawdę marne grosze. System OFE miał łagodzić skutki tego procesu poprzez oparcie części przyszłych wypłat nie na pracy mojego pokolenia, ale na zaoszczędzonych środkach alokowanych w rynkach finansowych. Niestety obecny minister finansów, który przez prawie siedem lat nie był w stanie zbilansować budżetu państwa, sięga po środki z OFE, aby finansować bieżące wydatki rządu, czym pogarsza jeszcze, i tak niewesołą, sytuację mojego pokolenia.

Mamy więc fundamentalny problem, na który chyba jeszcze nikt w świecie zachodnim nie znalazł remedium. Jak zapewnić ludziom bezpieczeństwo na starość, a jednocześnie nie doprowadzić do zaduszenia podatkami całej gospodarki Zachodu, czyli w efekcie do jego spektakularnego bankructwa, które przecież i tak na skutek niezbyt odpowiedzialnej polityki wielu rządów wisi na włosku? Jak łagodzić jeden z najdrastyczniejszych w historii konfliktów – konflikt interesów pokoleń, starcie młodzi – starzy? Wolałbym więc dyskutować o realnych problemach. Czeka nas prawdopodobnie w najbliższych dekadach przewartościowanie całego modelu życia społecznego opartego na idei welfare state, która bankrutuje.

Trzeba szukać nowych rozwiązań. Czy komuś przychodzi dziś do głowy, że być może powrócimy do funkcjonowania w wielopokoleniowych, solidarnych rodzinach zamieszkujących to samo mieszkanie czy dom? A może rozwiązaniem jest ucywilizowana i upowszechniona instytucja odwróconej hipoteki, czyli mechanizmu, w którym umawiamy się z bankiem, że będzie nam do śmierci wypłacał określoną kwotę, rodzaj renty, dodatku do emerytury, w zamian za przeniesienie na niego własności lokum po naszym odejściu z tego świata? Czy zatem państwo powinno dążyć do dokończenia powszechnego uwłaszczenia, czyli przeniesienia własności mieszkań spółdzielczych czy komunalnych na ludzi, aby zadośćuczynić w ten sposób niskim emeryturom? Pytań jest bardzo wiele, potrzebujemy nowych idei i konkretnych pomysłów. Trzeba będzie stworzyć nowe struktury, nowe relacje społeczne – a w ich kształtowaniu nie pomoże ani utopijny socjalizm, ani skrajny egoizm.

Błażej Lenkowski – prezes zarządu Fundacji Industrial („Liberté!”, 4liberty.eu, 6. Dzielnica). Politolog, publicysta, działacz NGO. Absolwent Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politologicznych oraz Podyplomowego Studium Finansów i Strategii Przedsiębiorstw Uniwersytetu Łódzkiego


Warning: require(footer.php): failed to open stream: No such file or directory in /home/masaprasy/domains/magazynwpunkt.com/public_html/teksty/lenkowski.php on line 89

Warning: require(footer.php): failed to open stream: No such file or directory in /home/masaprasy/domains/magazynwpunkt.com/public_html/teksty/lenkowski.php on line 89

Fatal error: require(): Failed opening required 'footer.php' (include_path='.:/usr/local/php54/lib/php') in /home/masaprasy/domains/magazynwpunkt.com/public_html/teksty/lenkowski.php on line 89