Gorzka zupa

Po oceanach dryfują wysypiska śmieci większe niż Francja. Są śmiertelnym zagrożeniem, z którym nikt nie potrafi sobie poradzić

fot. Scripps Institution of Oceanography, UC San Diego

Maciej Okraszewski, "W PUNKT" NR 4

Ma najdłuższą linię brzegową na świecie. Także fantastyczną pogodę – przez większość roku świeci tu słońce, a nieustająca bryza łagodzi upał. Żadnych autostrad, korków, kopcących fabryk, głośnych dyskotek ani czegokolwiek, co mogłoby przeszkadzać w urlopie. Można tu dolecieć w ciągu jednego dnia praktycznie z każdego zakątka kuli ziemskiej. A mimo to na próżno szukać tu turystów. Bo kto miałby ochotę spędzać wakacje na wysypisku?

W kwietniu UNESCO ogłosiło powstanie nowego „państwa”. Droga Śmieci (ang. The Garbage Patch State) pod flagą niebieską ma ustrój federacyjny – w końcu składa się na nią aż pięć różnych wysp, i to na wszystkich oceanach świata. W rzeczywistości chodzi o ogromną masę odpadków w ich wodach, które łącznie ważą ponad 100 milionów ton i zajmują powierzchnię niemal równą Australii. Chociaż o problemie wiadomo już od wielu lat, to 2013 jest oficjalnie Rokiem Wody, stąd ten niecodzienny happening. Tym bardziej, że dopiero poznajemy nowe zagrożenia, jakie niesie ze sobą to niebezpieczne zjawisko.

Centralnym punktem imprezy UNESCO, odbywającej się w paryskiej siedzibie organizacji, były artystyczne instalacje poświęcone morskim śmieciom. Jedna z nich ma formę wakacyjnej pocztówki, na której pod napisem „Pozdrowienia z Drogi Śmieci” widać leżak i parasol plażowy wbity w stos odpadków. To popularne przekłamanie: mimo że wodne wysypiska są dla uproszczenia często nazywane wyspami, to nie da się do nich w żaden sposób przycumować, przejść po nich suchą stopą albo opalać na ich powierzchni. Naukowcy od dłuższego czasu wolą mówić raczej o „plastikowej zupie” – niewidocznej gołym okiem zawiesinie, która powstaje na skutek ludzkiej bezmyślności i sił natury.

Brudne pranie

Co roku wytwarzamy ponad 260 milionów ton polietylenu i polipropylenu – gdybyśmy chcieli połączyć je w jedną wielką folię, to już po niecałych pięciu latach moglibyśmy szczelnie owinąć nią całą planetę. Przed takim losem ma nas chronić recykling. Mimo to szacuje się, że co roku do światowych oceanów trafia 10 procent produkcji plastiku.

W wodzie można znaleźć wszystko: butelki, nakrętki, zabawki z jajek niespodzianek, jednorazowe siatki z supermarketów, porzucone sieci rybackie. Część odpadków – nim dotrze do słonych głębin – musi pokonać długą i przypadkową drogę: śmieci są porywane przez wiatr albo powoli spływają rzekami. Często bez naszej wiedzy, np. z każdego domowego prania do kanalizacji dostaje się prawie dwa tysiące mikroskopijnych drobin plastiku. Czasem na naszą niekorzyść działają po prostu siły natury – według różnych szacunków katastrofalne japońskie tsunami z marca 2011 roku wyniosło w odmęty od pięciu do 20 milionów ton zanieczyszczeń.

Pobierz cały numer

Wiele śmieci trafia jednak do wody z powodu ludzkiego wyrachowania, np. zrzucane są ze statków przez ludzi powiązanych z włoską camorrą, która z „utylizacji” śmieci w środkowej części Italii uczyniła lukratywny biznes. Są wreszcie niewidoczne dramaty, rozgrywające się tuż obok nas. Malediwy, turystyczny raj na środku Oceanu Indyjskiego, co roku odwiedza 800 tysięcy gości. Archipelag nie radzi sobie z ilością odpadów produkowanych przez turystów – dwie dekady temu na niewielkiej rafie koralowej, mniej więcej siedem kilometrów na zachód od stolicy, usypano więc sztuczną wyspę przeznaczoną na wysypisko. Thilafushi, bo pod taką nazwą jest znana, to dziś piekło ekologów – w sezonie turystycznym trafia tam 300 ton śmieci dziennie, często przesypujących się prosto do wody.

Swoją cegiełkę dokładają też Polacy. Jeszcze na początku XX wieku Bałtyk cieszył się opinią morza oligotroficznego, czyli o przejrzystych wodach, ale dziś jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych mórz na świecie. Chociaż obszar jego zlewiska to w sumie aż dziewięć uprzemysłowionych państw zamieszkanych przez 80 milionów osób, to najwięcej odpadków trafia do niego w rejonach przyujściowych czterech rzek: Niemna, Newy, oraz… Wisły i Odry.

Co prawda ze względu na swoje cieśniny Bałtyk ma tak słabą wymianę wodną z Atlantykiem, że tutejsze zanieczyszczenia potrzebują aż trzech dekad na trafienie do światowego obiegu. Ale nie powinno nam to dodawać otuchy: już 10 procent dna to pozbawiona życia pustynia morska, której powierzchnia będzie się jeszcze powiększać.

Wysypisko na talerzu

Gdy plastik trafi w końcu do któregoś z oceanów, zagarnia go jeden z tamtejszych prądów. To właśnie oceaniczne wiry zbijają odpadki w coraz większe i cięższe pływające dzikie wysypiska; na Atlantyku największe ich zagęszczenie pokrywa się mniej więcej z trasą przemieszczania Golfstromu.

Najgorzej jest na północnym Pacyfiku – tam rozmiary zanieczyszczenia są już tak wielkie, że powszechnie mówi się o Wielkiej Pacyficznej Plamie Śmieci, bo gdyby na mapie obrysować jej szacunkowe kontury, to byłyby bardziej rozległe niż granice Francji. Według naukowców z Uniwersytetu w San Diego butelka wyrzucona do wody u wybrzeży Kalifornii potrzebuje mniej więcej pięciu lat, żeby stać się częścią tej masy.

Skalę zniszczeń próbowało na miejscu obliczyć już kilka misji badawczych. Załogi jednostek wysyłanych w rejon Wielkiej Pacyficznej Plamy Śmieci znajdowały niewielkie wysepki dryfujące na powierzchni – plastikowe śmieci utrzymujące się w zwartej masie dzięki plątaninie sznurów i sieci rybackich.

Prawdziwe problemy zaczynają się jednak dopiero pod wodą. Odpadki są zrobione z tworzyw sztucznych, nie ulegają pełnemu rozkładowi (kawałki drewna wyrzucone do oceanu potrzebują na to maksymalnie roku). Są za to fotodegradowalne: śmieci unoszące się na powierzchni rozpadają się na coraz drobniejsze fragmenty pod wpływem światła słonecznego. Po jakimś czasie są już niedostrzegalne gołym okiem (60 procent ma mniej niż milimetr średnicy), ale wcale nie znikają, tylko unoszą się w wodzie (nawet 15 metrów wgłąb) w postaci pyłu ważącego miliony ton. Na wielu obszarach ma on siedmiokrotnie wyższą gęstość niż występujący tam plankton.

Dlaczego to takie ważne? Bo choć nie zdajemy sobie z tego sprawy, fragmenty tych wysypisk do nas wracają. A konkretnie: lądują na naszych talerzach.

Chora sfera

Zwierzęta morskie coraz częściej mylą ludzkie odpady z planktonem. To śmiertelna pułapka dla wszystkich kolejnych ogniw łańcucha pokarmowego. Marcus Eriksen, dyrektor Algalita Marine Research Institute, który bada wpływ plastikowej zupy na życie zwierząt, twierdzi, że z jej powodu zagrożonych jest ponad 300 gatunków. Naukowcy szacują, że co roku ginie już 100 tysięcy ssaków morskich. Ofiarami padają też ptaki: w tym roku okazało się, że aż 95 procent fulmarów (Polacy mogą je czasem podglądać na bałtyckim wybrzeżu) zamieszkujących Morze Północne ma plastik w żołądkach.

Na końcu łańcucha pokarmowego jesteśmy jednak my. Z roku na rok coraz bardziej rośnie ryzyko, że ryba, którą właśnie jemy, wcześniej sama pożywiła się jakimś mniejszym gatunkiem żerującym na planktonie pomylonym z plastikiem. W ten sposób do naszych organizmów dostają się nie tylko miniaturowe drobinki odpadków, lecz przede wszystkim niebezpieczne zarazki.

Plastikowa zupa ma tę właściwość, że działa jak wielki magnez przyciągający wszystkie chemikalia pływające w wodzie. Do drobinek wirujących w oceanach z dużą łatwością przylegają takie toksyczne produkty jak pestycydy czy polichlorowane bifenyle, nie wspominając o zwykłych bakteriach.

Naukowcy z organizacji Woods Hole Oceanographic Institution zajmującej się życiem morskim przebadali w tym roku skład atlantyckiego dzikiego wysypiska i odkryli, że na jednym tylko milimetrze dryfującego plastiku żyje przeciętnie aż tysiąc różnych mikroorganizmów. Fitoplankton, bakterie i żerujące na nich minidrapieżniki tworzą razem całkowicie nowy układ symbiotyczny, który specjaliści ochrzcili już jako plastisferę. Jak to nowe środowisko zmieni życie na naszej planecie? Tego na razie jeszcze nie wiadomo, naukowcy dopiero je badają, ale wnioski nie napawają optymizmem. Już pierwsze analizy (ze względu na skalę odpadków trzeba je oglądać pod mikroskopem elektronowym) pokazały, że mamy do czynienia z poważnym problemem – plastik dostarcza mikroorganizmom innych substancji odżywczych niż organiczne szczątki dryfujące w akwenach, więc bakterie żerujące na nim rozwijają się zupełnie inaczej niż w dobrze przebadanych ekosystemach.

Jeżeli i tak znajdujemy wśród nich starych znajomych, to raczej takich, których wolelibyśmy unikać – plastik upodobały sobie bakterie z rodziny Vibrio, z których wiele wywołuje szereg chorób, od błahych dolegliwości przewodu pokarmowego po cholerę. Na razie wizje pozamykanych plaż, światowego zakazu kąpieli i ryb dopuszczanych na talerz, tylko jeżeli pochodzą ze sztucznej hodowli, to science fiction. Ale nietrudno sobie taką przyszłość wyobrazić.

Nieusuwalne wyspy

Czy możemy powstrzymać tę katastrofę? Niestety, nie bardzo. Gdybyśmy nagle przestali produkować jakiekolwiek tworzywa sztuczne, to w oceanach wciąż pozostaną miliony ton już pływających tam odpadków. Nawet gdyby w wyniku ewolucji powstały mikroby zdolne do ich biodegradacji, to sam proces musiałby zająć przynajmniej kilka tysięcy lat.

Recykling, wbrew nadmiernemu często optymizmowi, też nie jest rozwiązaniem, bo tylko część wytwarzanych dziś plastików nadaje się do poddania temu procesowi. Ekolodzy proponują raczej zmiany prawne, by przedmioty trafiające do szerokiego użytku były produkowane właśnie z takiego rodzaju tworzyw. Te nadające się już tylko do zniszczenia miałyby pozostać w przemyśle, tym bardziej, że teoretycznie istnieje możliwość uzyskiwania w tym procesie prądu.

Na razie nie znaleziono skutecznego rozwiązania. Pozostaje jedynie uświadamianie wszystkim, jak bardzo zanieczyszczamy oceany. Edukacja na ten temat jest potrzebna na każdym kroku.

Maciej Okraszewski – publikował m.in. w „Newsweek Polska”, „Wprost”, „National Geographic” i „Le Monde diplomatique”. Współpracuje z tygodnikiem „Polityka”


Warning: require(footer.php): failed to open stream: No such file or directory in /home/masaprasy/domains/magazynwpunkt.com/public_html/teksty/gorzkazupa.php on line 114

Warning: require(footer.php): failed to open stream: No such file or directory in /home/masaprasy/domains/magazynwpunkt.com/public_html/teksty/gorzkazupa.php on line 114

Fatal error: require(): Failed opening required 'footer.php' (include_path='.:/usr/local/php54/lib/php') in /home/masaprasy/domains/magazynwpunkt.com/public_html/teksty/gorzkazupa.php on line 114