Od redakcji

MIŁADA JĘDRYSIK, "W PUNKT" NR 3

Miłada Jędrysik. Fot. Kinga Kenig

Rzadko się zachwycam, zwłaszcza tym, co kryje się za wielkimi słowami, jak „społeczeństwo obywatelskie”, „państwo” albo „demokracja” (pewnie to źle o mnie świadczy, że trochę mnie te pojęcia żenują, ale zbyt często nie niosą ze sobą żadnej treści, żeby naprawdę angażować). Ostatnio jednak przy okazji warszawskiego referendum szczęka mi opadła na widok obywatelskiego zaangażowania, kompetencji urzędników i standardów debaty. A było to w internecie, z którym częściej miewamy do czynienia jako przestrzenią zwielokrotniającą i intensyfikującą złe emocje. Jak obywatel, to hejtuje władzę, czyli urzędasów. Jak urzędnik, to w ogóle nie ma go na Facebooku, a jeśli już jest, to „w przedmiotowej sprawie” wypowiada się tak, że zęby bolą. Nie tym razem.

Ale po kolei.

Kampania referendalna okazała się żenującym spektaklem dla aktorów w niej występujących. Mieszkańcy Warszawy, ale nie tylko oni, biorąc pod uwagę znaczenie stolicy w politycznej układance, przed wydaniem wyroku nad rządami Hanny Gronkiewicz-Waltz w Warszawie byli bombardowani sprzecznymi komunikatami. Siedźcie w domu, mówili ci z PO, wyjdźcie z domu, mówiła reszta.

Wymóg frekwencyjny spowodował, że ci sami politycy, którzy w Warszawie wzywali do siedzenia, w innym mieście, przed innym referendum wzywali do wychodzenia i odwrotnie. To działanie rozsądne z punktu widzenia krótkoterminowej taktyki, ale zabójcze dla wizerunku na dalszą metę.

Pobierz cały numer

I tak nas atakowano z prawa i z lewa wzajemnymi oskarżeniami o hipokryzję, mniej lub bardziej wyssanymi z palca zarzutami wobec prezydent Warszawy i odpowiedziami na nie. Wtem… Adam Ostolski, członek Krytyki Politycznej i działacz Zielonych, napisał w „Dzienniku Opinii”, za co jego zdaniem trzeba odwołać Hannę Gronkiewicz-Waltz. Wśród argumentów była i podwyżka cen biletów komunikacji miejskiej, i brak polityki mieszkaniowej, i rabunkowa polityka wobec miejskiej zieleni. Na Facebooku udostępniła ten post socjolożka i aktywistka miejska Joanna Erbel. Wszystko byłoby jak zwykle, już się zdążyło powpisywać kilka osób, którym Ostolski „z ust wyjął” to, co mieli do powiedzenia.

Wtem… Do rozmowy włączył się wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski. Po kolei, cierpliwie odpowiadał na argumenty drugiej strony, linkował do informacji o działaniach miasta, o których większość komentujących najwyraźniej nie miała pojęcia. Nie na wszystkie, oczywiście, zarzuty mógł znaleźć odpowiedź, która zadowoliłaby drugą stronę, ale przecież nie o to chodzi. Wreszcie polityka informacyjna ratusza okazała się być wydajna i skuteczna. „Dlaczego nie stworzyliście portalu, na którym byłyby te wszystkie informacje?” – pytał ktoś. Zapewnienie, że sam Michał Olszewski „jest w porządku”, że pretensje są głównie do HGW, padło ze dwa razy, co dobrze świadczy i o sile perswazji, i o kompetencjach wiceprezydenta. Nie brakło również akcentów komicznych. Gdy ekolożka zarzuciła Olszewskiemu, że niewiele wie o zieleni miejskiej, ten wyciągnął asa z rękawa, ujawniając, że dwa lata przepracował w leśnictwie.

Więc jednak się da. Zamiast mediów goniących za sensacją i nakręcającego się w internetach negatywnego komunikatu może być rzetelna informacja, która generuje rzetelną dyskusję.

Tylko jakie warunki brzegowe powinny zostać spełnione, żeby takie cuda częściej się działy? Czy kompetentni urzędnicy do obowiązków służbowych mają dodać siedzenie po godzinach na fejsie? W końcu od dziennikarzy, pardon, media workerów, już dzisiaj tego się wymaga. Tylko co z postulowanym niezaangażowaniem urzędników w politykę – jakie kryteria takiej dyskusji trzeba by przyjąć, żeby nie uprawiali propagandy na rzecz politycznych szefów, tylko i n f o r m o w a l i?

Dałoby się. W Stanach Zjednoczonych pracownicy agencji rządowych mają wytyczne, które regulują ich działania w sieciach społecznościowych właśnie pod kątem prowadzenia przez nich polityki informacyjnej. Ale żeby informacja naprawdę trafiła do szerokiej publiczności, jeden Olszewski nie wystarczy. Wyobraziłam sobie więc tysiące urzędników rozmawiających z obywatelami za pomocą mediów społecznościowych. I poinformowanych, podejmujących świadome dyskusje obywateli.

I wtedy się obudziłam…

Zobacz, jak czytać "W PUNKT" na urządzeniach z Androidem i na komputerze.



Facebook Twitter